czyli perypetie młodego geja


statystyka



Blog > Komentarze do wpisu

No tak, ja znowu na blogu i znowu w konflikcie z Mariuszem... Ale najpierw po kolei. 

W piątek po pracy pojechałem do Decathlonu, aby kupić sobie potrzebne rzeczy na siłownię. Jak wrócę od rodziców, to chciałbym już mieć wszystko i w przeciągu tygodnia rozpocząć treningi. Pozostaje jeszcze kwestia, z kim będę chodził na treningi. Miałem chodzić z Mariuszem, ale on zaczął treningi z koleżanką. Nie wiem, czy będę mógł się do nich dołączyć i czy godziny pracy będą temu sprzyjały. Chciałbym też na basen chodzić i tu też jest problem, bo Mariusz już nie pływa. W sumie tak nagle przestał chodzić na basen, a jak się spytałem, czemu nie pływa, to tak jakoś się oburzył i odpowiedział, że nie moja sprawa i że on już nie będzie chodzić na basen. Domniemam, że coś się stało. Pytanie tylko co mogło się stać, że aż przestał pływać… Cały zajarany zrobionymi zakupami wróciłem do domu. W międzyczasie kupiłem sobie też koszulkę na sobotnie party, by podnieść swoją atrakcyjność w oczach wiadomo kogo :)

Sobotę spędziłem z Izą. Bodzie standardowo w pracy, a ja zabawiałem małą. Miała kiepski dzień wczoraj i ciągle się fochowała na wujka, ale nie było źle. Na koniec dnia siostra przyniosła plastelinę i mogliśmy z małą lepić na kartce różne dziwne rzeczy. Bawiłem się przy tym świetnie. Mój kwiatek, motyl, ślimak i bałwan są nie do przebicia :) Izy dzieło również niczego sobie :) 

Od Bodziów zwijałem się dość szybko, bo z Mariuszem szliśmy na imprezę. Jeszcze w czwartek wieczorem powiedział, że ma ochotę na imprezę. Ja w sumie też dawno nie byłem. Dodatkowo wczoraj minął miesiąc od mojego wyjścia ze szpitala. Była więc okazja na wspólne balety, dokładnie tak, jak w styczniu 2009, kiedy to z Mariuszem świętowaliśmy zakończenie mojego długiego zwolnienia lekarskiego. Tyle, że wtedy on miał się mną opiekować, a teraz po prostu po przyjacielsku poszliśmy razem na imprezę.

Jeszcze w domu Mariusz otworzył weselną wódkę i polał po drinku. Ja oczywiście wypiłem tylko symbolicznego drinka. Resztę wieczoru sączyłem soczki i wodę. Bawiłem się super jak na trzeźwego wśród najebanych. Tuptałem jak głupi. Odleciałem przy „Smack my beat up” i „Insomni”. Mariusz natomiast sączył drina za drinem. Naliczyłem że wypił jakieś 12. Dziś mówił, że zgubił 50zł, co dawałoby obraz tego, że stracił rachubę, ile wydał w barze. Widać to też było w ostatniej godzinie jego zabawy i gdy wracaliśmy do domu. Ewidentnie miał już dość. No właśnie – wracaliśmy razem do domu :) Pierwszy raz od 14 miesięcy wróciłem do domu z Mariuszem po imprezie! Ziścił się tekst Reni Jusis „Zabiorę Cię do domu”. Gdy weszliśmy do domu, Mariusz wziął swój materac i sobie pościelił. Był na tyle miły, że pościelił też i mi. Dzizys, tak słodko spał. Był do wzięcia na wyciągnięcie ręki. Pijany jak bela, więc nieprzydatny do większych uniesień, ale w sam raz, by przytulić się do niego i błogo oddać się krainie snu. Ale oczywiście każdy dupą w swoją stronę – on na materacu ja na łóżku. Rano pobudka dość wcześnie, bo miała przyjechać właścicielka po forsę, ale jak się okazało nie przyjechała. Było miło, nawet się pośmialiśmy chwilę. Było miło, aż ja nie zacząłem ogarniać mieszkania przed przyjściem właścicielki. Wczoraj, gdy ja byłem u Bodziów, Mariusz wziął się za odkurzanie i zmywanie. Szlag mnie jednak trafił, jak z suszarki, co druga rzecz było do ponownego mycia. Pranie od tygodnia wisiało niezłożone, a odkurzone było chyba tylko w kuchni, bo tam było najczyściej. Sam musiałem zrobić to wszystko dziś, więc nie mogłem tego przemilczeć. Wiem, że dla niego to może być krępujące, że ktoś zwraca mu uwagę i w kółko powtarza „weź to sprzątnij stąd”, „umyj to”, „poskładaj i schowaj”, „wynieś”, „wyrzuć”, „odłóż na miejsce” itp. Dla mnie też jest to krępujące, ale skoro mieszkamy razem, to jakieś zasady trzeba ustalić. W ciągu tygodnia też pracuję, w soboty z reguły nie ma mnie przez cały dzień, a mimo to mam pozmywane, poprane, poskładane rzeczy, kurze powycierane, poodkurzane, kibel wyszorowany. Nie jestem pedantyczny, ale utrzymuję czystość w domu na tyle, abym sam czuł się w nim komfortowo i abym nie musiał wstydzić się syfu w domu, gdyby ktoś przyszedł do mnie. Oczywiście była na ten temat „rozmowa” i on się obraził. Chwilę później wyszedł i nadal go nie ma. Położyłem mu na widoku herbatę z melisą, którą dostał ode mnie półtora tygodnia temu. Oczywiście, nawet jej nie schował, tylko trzyma w pokoju na stole, co jest dla mnie dziwne. Tak jakby każdy herbaty trzymał na stole w pokoju. W naszej rozmowie powiedziałem, że najwyraźniej nikt nie nauczył go utrzymywania porządku, na co on mi ripostą, żebym nie obrażał jego rodziny i sam się na mnie obraził. Nie takie miałem intencje, by obrażać jego i jego najbliższych oraz by się z nim znowu kłócić. Ale fakt faktem, że miał posprzątać, a tego nie zrobił, a to, co zrobił było na odczep. Nie chcę się z nim kłócić i nie chcę, aby jedno na drugiego się obrażało. Najwyraźniej oczekiwania jednego do drugiego są zbyt wygórowane. A było już tak miło i fajnie. Nawet dziś, gdy poszedłem do łazienki zdjąć z siebie ręcznik i założyć bokserki, on szedł za mną i powiedział „Czekaj”, bo chciał brudne pranie wrzucić do kosza. Dopiero jak mu otworzyłem, trzymając jedną ręką ręcznik, on powiedział „Albo i nie” i uśmiechnął się. Wyglądało to tak, jakby chciał zobaczyć mnie nago :) Wczoraj sam mi powiedział, że dość długo nikogo nie miał, wiec taki widok pewnie byłby dla niego niezłym rarytasem. 

Tak sobie jeszcze zerknąłem na horoskop. Wczoraj mi pisali – „Świetny czas na romantyczne spotkanie”, „Przekaż część obowiązków komuś innemu”. Na dzisiaj natomiast mam horoskop: „Godziny dopołudniowe upłyną miło i spokojnie. Zapomnij więc o problemach i zajmij się samymi przyjemnymi sprawami. Wieczorem sytuacja stanie się bardziej napięta”. U Mariusza natomiast wczoraj napisali: „Dzisiaj nastaw się bardziej na wypoczynek niż na wysiłek fizyczny. Nie wdawaj się też w niepotrzebne dyskusje. Znajdź w sobie dość energii, aby spędzić ten dzień poza domem. Bądź bardziej romantyczny”. Na dzisiaj napisali mu: „Dzień sympatyczny. Dużą jego część przeznacz na relaks. Unikaj niepotrzebnych spięć w domu i nie komentuj ostatnich posunięć partnera. To, co się stało to już historia. Nie rób z drobiazgów życiowej tragedii”.

Wczorajsze spotkanie nie było zbyt romantyczne, ale zawsze to spotkanie z Mariuszem. Poprosiłem wcześniej Mariusza o to, by ogarnął mieszkanie, czego nie zrobił, a jeśli zrobił, to niedokładnie. Dziś godziny przedpołudniowe miałem naprawdę fajne, choćby sytuacja z łazienki :) Wieczorem pewnie Mariusz będzie w domu i się zacznie… Ciekawe co wymyśli. Jak będzie chciał się wyprowadzić, da mi tym samym znak, że ma mnie w poważaniu i już nigdy się do niego nie odezwę… Jeżeli chodzi o Mariusza, to wczoraj faktycznie nie przemęczył się w sprzątaniu mieszkania. Polemizowałbym z tym, czy nawalony Mariusz jest romantyczny… Wtedy jest dla mnie bardziej złośliwy i niemiły, choć wczoraj był taki nawalony, że nawet nie był w stanie mi dokuczać. Co do jego obrażenia się też jest w horoskopie napisane. Nie powinien z takich drobiazgów aż tak się unosić i obrażać… Tyle mam do powiedzenia na ten temat. Chociaż tu mogłem sobie odreagować.

Jutro jadę do rodziców i mam nadzieję, że nie będzie tak jak ostatnio, że cały mój urlop będę zamartwiał się nim i tym, co nas łączy!

niedziela, 30 października 2011, grywa

Polecane wpisy