czyli perypetie młodego geja


statystyka



Blog > Komentarze do wpisu

Święta, święta i po świętach

Dla mnie święta zaczęły się już 19. grudnia. No, w sumie to jeszcze przed tą datą. Zaczęło się od szukania prezentu dla Mariusza. Skrzętnie to ukrywałem przed nim, ale udało mi się. Jednak Mariusz, domyślając się, że dostanie ode mnie prezent, zaczął mówić, że on nie robi prezentów i żebym też mu nie robił. Zaczął kombinować, jak się dowiedział, że jestem w trakcie oczekiwania, aż jego prezent dostarczy poczta. Na efekty długo czekać nie musiałem i 19.12 przyszedł do mnie Mikołaj. Niestety nie dostałem rózgi od niego.

Do rodziców na święta pojechaliśmy z siostrą i szwagrem z samego rana w Wigilię. Dziwne te święta były. Raz, że nie było śniegu, dwa - spędziliśmy święta tylko z rodzicami i rodziną siostry. Dziadek nawet nie był świadomy tego, że są święta. Byliśmy u niego w pierwszy dzień świąt. Przykro było patrzeć, jak dziadek śpi sobie, gdy wszyscy w koło świętują. Postanowiliśmy, że nie będziemy dziadkowi mieszać w głowie i oglądać go płaczącego, więc nie spędził z nami świąt. 

Po połamaniu się opłatkiem i zjedzeniu pysznej zupy makowej było oczekiwanie na Mikołaja. Razem z Izą patrzeliśmy przez okno i szukaliśmy go. Sęk w tym, że Mikołaj z korytarza pod choinkę wniósł prezenty chwilę wcześniej :) W tym roku było bardzo dużo prezentów. Widać, wszyscy grzeczni byliśmy przez cały rok. Święta dałyby się strawić, gdyby nie coroczna szopka ojca. Bo przecież dla niego święta bez alkoholu, to nie święta. Wstyd mi za niego było. Gorzej jak świnia...

W drugi dzień świąt zbieraliśmy się z siostrą i szwagrem do Trójmiasta, bo następnego dnia do pracy. Było jeszcze widno, gdy przyjechałem do Gdyni. Ciesząc się wałówą, którą dostałem od rodziców, słuchałem sobie muzyki na YT. Bardzo spodobał mi się ten kawałek:

Słuchając tego kawałku, wyobrażałem sobie, jak razem z Nim przygotowujemy kolację Wigilijną w naszym domu dla naszych bliskich. W domu unosi się zapach żywej choinki i potraw wigilijnych. Pod choinką pełno prezentów. My ubrani w pulowerki i pachnący Jeanem Paulem Gaultierem witamy z uśmiechem pierwszych gości. Składamy sobie wszyscy życzenia, te wyjątkowe życzenia kończą się buziakiem w usta. Później popijamy czerwone wino i cieszymy się prezentami. I jest tak fajnieeeee :)

Jednak wracając do rzeczywistości - było inaczej i nie zapowiada się w najbliższych latach na zmiany...

Jutro Sylwester. Nie ma Mariusza, więc mam więcej czasu dla samego siebie. Mimo to, mam zamiar ten czas spędzić bardzo przyjemnie!

piątek, 30 grudnia 2011, grywa

Polecane wpisy