czyli perypetie młodego geja


statystyka



Blog > Komentarze do wpisu

Naszła mnie ochota do pisania, więc piszę. Mariusz dżemie, więc jest okazja :)

Zacznę oczywiście od spraw związanych z Mariuszem - 11. stycznia, gdy wróciłem wieczorem do domu, pokłóciliśmy się. A w sumie, to on obraził się na mnie, a przez to, ja obraziłem się na niego. Z mojego punktu widzenia, sytuacja wyglądała tak - po pracy pojechałem do Bodziów, bo ojciec na badania przyjechał. Wróciłem od Bodziów do domu dość późno, jednak odpaliłem sobie jeszcze net, by posiedzieć chwilę w sieci. Zdążyłem się rozsiąść i Mariusz wrócił z siłowni. Zaczął marudzić, że chce net. Jednak ja dopiero zacząłem użytkowanie i nie skończyłem jeszcze. On wtedy walnął pierwszego małego focha. Jakieś 10 min później, jak skończyłem używać net, spytałem się go, czy chce net. Był na nie i to właśnie był jego mały foch. Kolejny raz był jak rozbieraliśmy łóżka i w tym samym momencie sięgnęliśmy po pilota tv jednak ja byłem ciut szybszy. Mimo, że oglądaliśmy coś, czego ja nie chciałem oglądać i powiedziałem mu to, dalej to oglądaliśmy. Puścili reklamy, ja przerzuciłem i nim wróciłem znowu na ten kanał, on wolną kolejnego focha mówiąc mi, że wkurzam go cały wieczór. Cały wieczór, czyli 50 minut... Skoro internet i telewizja są dla niego ważniejsze niż utrzymywanie ze mną poprawnych relacji, no to co mi pozostało... Też się na niego obraziłem. Dzień później, jedyne co do mnie powiedział to "Cześć" jak przyszedł z pracy. Mając nadzieję, że będziemy rozmawiać kupiłem mandarynki, które on ostatnio często wcina oraz jego ulubione ciastka bitki z makiem, które sam musiałem zjeść. Na weekend wyjechał do domu i rozmowę mieliśmy dopiero w poniedziałek. Widział jakiego focha mam na niego, wcześniej pożaliłem się też koleżance z którą Mariusz pracuje i łaskawie odważył się porozmawiać. Nie wszystko, co mu wtedy powiedziałem, chciałem mu powiedzieć. Jednak tak się właśnie dzieje, gdy gniewają się na siebie dwie osoby. Część rzeczy, które Mariusz mi powiedział, zaskoczyła mnie. Chociażby to, że nie może się z kimś spotkać, bo myśli o mnie. Co prawda, nie myśli o mnie w taki sposób, jaki bym chciał, ale myśli i to mu przeszkadza. Nie chcę go ograniczać, ale cóż ja mogę... Niech się spotyka z innymi i robi z nimi co chce. Mnie niech w to nie miesza. Nie będę ukrywał, że dziwnie było usłyszeć to, że przestałem go podniecać. Ja wiem, że moje koszulki były dla niego aseksualne, wiem, że nie zawsze byliśmy zgodni i że nie jestem księciem z bajki i do ideału mi dużo brakuje. Tak samo jak on, tak i ja mam swoje wady i zalety. Spadek apetytu na mnie zauważyłem, jak Mariusz zaczął jeździć do Krakowa. Gdy w sierpniu 2010 przyjechał z ostatniego wyjazdu, ja tryskałem radością. Byliśmy wtedy u mnie, ja się starałem jak mogłem, a on nie mógł się podniecić. Tak wyglądał nasz ostatni raz. Tak sobie teraz myślę, że może coś wydarzyło się w Krakowie? Nieważne to jest już dziś. Starałem się jak mogłem w naszym związku i zawsze powtarzałem, że sex, to nie wszystko w związku, a jednak, według Mariusza, nie mam tego czegoś. Dziś woli siedzieć na portalach gejowskich i anonsach i Bóg jeden wie, do czego w ten sposób zmierza. A on nadal na mnie działa. Jego zapach, ruchy, ciało pociągają mnie, a świadomość tego, co robi w domu, gdy mnie nie ma, napawa mnie ekstazą. Pozostaje mi czekać na lepszy czas... mój lepszy czas... Bo po ostatniej naszej rozmowie jestem jakby zamknięty w sobie.

Z takich ciekawostek, to dzień przed fochowaniem się na siebie, zrobiliśmy z Mariuszem wspólne zakupy. Zbieramy razem punktu w Payback'u, a w sumie to ja je zbieram, i wymieniliśmy punkty z małą dopłatą na maszynę do robienia lodów. Nie takich lodów, o jakich sobie pomyśleliście, ale do robienia lodów, które można schłodzić i zjeść. Póki mieszkamy razem, nie będzie problemu z używaniem maszyny. Gorzej, gdy zamieszkamy osobno. Wtedy trzeba będzie zrobić podział wspólnego majątku :) Co do wspólnego mieszkania, to póki co ani on, ani ja nie poruszamy tematu. Mi z nim źle się nie mieszka, każde z nas ma przysłowiowe pięć minut dla siebie w samotności co jakiś czas, więc ja nie naciskam do zmian. Jednak zmiany będą nieuniknione, bo siedziba naszego banku będzie przeniesiona na zadupie w Gdańsku i z Gdyni dojechać tam, to będzie strata czasu. Razem czy osobno, ale wyprowadzka stąd jest nieunikniona. Pytanie tylko, kiedy?

Z bardziej bieżących spraw - dziadek na tydzień trafił do szpitala. Mamie udało się w MOPSie załatwić zmianę opiekunki. Mam nadzieję, że tym razem dziadek dostanie opiekunkę, która nie będzie go okradać i donosić wujkowi co i jak u jego ojca. Dodatkowo mamę odwiedził kurator z sądu i przedstawił warunki kurateli nad dziadkiem. Najprawdopodobniej to mama zostanie kuratorem dziadka. Nie sądzę, by wujek garnął się do tego zadania... 

Dziś dzień babci, której ja już nie mam. Jutro dzień dziadka... Wczoraj Gosia i Michał zostali szczęśliwymi rodzicami :) Dodatkowo dziś kupiłem sobie serię zabiegów depilacji ciała. Może w ten sposób będę bardziej atrakcyjny chociażby dla samego siebie...

Chciałem jeszcze podzielić się mottem, które znajoma miała na fejsie: "Temu, kto Cię nie szuka, nie zależy na Tobie. Ten, kto za Tobą nie tęskni, nie kocha Cię. Przeznaczenie decyduje o tym, kto pojawia się w Twoim życiu, ale Ty decydujesz, kto w nim zostaje. Prawda boli tylko raz. Są trzy rzeczy, które przemijają i nie wracają nigdy więcej - słowa, czas i szanse. Dlatego też ceń tego, kto Cię ceni i nie przywiązuj dużej wagi do tych, którzy traktują Cię tylko jako jedną z opcji.".

sobota, 21 stycznia 2012, grywa

Polecane wpisy