czyli perypetie młodego geja


statystyka



Blog > Komentarze do wpisu

Długo zbierałem się na to, aby napisać to, co mam do napisania...

Pierwszej nocy lutego miałem wiele ciekawych i mniej ciekawych myśli odnośnie Mariusza. Wiedząc, że spotkał się z obcym sobie facetem na sex, zacząłem się zastanawiać, czy chodzi tylko o sex, czy może coś więcej, czy aby na pewno problem jest w jego stagnacji życiowej. Szukałem zdarzenia z naszej wspólnej przyjaźni, które umknęło mi i niepostrzeżenie sprawiło, że Mariusz ma takie, a nie inne potrzeby i poglądy o swoim życiu. Nie wiem dlaczego, ale postanowiłem zaryzykować i przyszedłem do niego w nocy. Zacząłem pieścić jego ciało. Jaka była moja nadzieja? Że to się skończy szybciej niż się zaczęło. Czułem się głupio całując jego ciało, gdy on spał. Miałem jednak możliwość realizacji swojej fantazji odnośnie śpiącego Mariusza, takie małe creep sleep. Na szczęście obudził się i skończył moją ekscytację jego ciałem. Zawstydzony tym wydarzeniem poszedłem spać. Było mi wstyd. Rano przeprosiłem go za to. Choć w myślach pragnąłem go mieć tylko dla siebie to wiedziałem, że nie mogę dalej sobie pozwolić na moje cierpienie z powodu uczucia, jakim go darzę. W pracy postanowiłem, że zaproszę Mariusza na spotkanie do restauracji i pogadamy sobie na bardziej neutralnym gruncie. Gdy zapraszałem go na spotkanie, to jeszcze nie wiedziałem o czym będę z nim rozmawiał. Temat ułożył mi się dopiero pod koniec pracy. Postanowiłem, że lepiej dla nas będzie jak nie będziemy razem mieszkać. On będzie mógł robić co chce i nie będzie musiał mi się tłumaczyć czy też okłamywać mnie, bym nie zadawał trudnych pytań, ja natomiast nie będę patrzył na niego z zazdrością, że może oddać się każdemu tylko nie mnie. I nie chodzi mi o oddanie cielesne, rzecz jasna. Chciałem być przyjacielem i pomóc Mariuszowi w przeczekaniu wysokich cen stancji. Miałem też nadzieję, że być może Mariusz będzie chciał wynająć coś wspólnie ze mną. Jednak nasze potrzeby wobec siebie są, lub też były, zupełnie inne. Z punktu widzenia Mariusza, przyjaźń ta nie miała dalszego sensownego celu bytu. Chciałem tylko ułatwić sprawę sobie i jemu, nie chciałem byśmy obrażali się na siebie nawzajem.

Następnego dnia po rozmowie, gdy wychodził rano do pracy, nie powiedział mi nawet cześć. Mimo, że wieczorem jeszcze rozmawialiśmy, to rano jakby coś go ugryzło. Po pracy zacząłem rozmowę z nim, ale on był do mnie bojowo nastawiony. Wykrzyczał do mnie słowa, że nie chce mnie już więcej znać. Musiał to w sobie przetrawić, czy ktoś tak go nastawił wobec mnie? Dziś to już dla mnie jest bez znaczenia... Od tamtej pory nie rozmawiał ze mną. To był trzeci dzień lutego. Wyprowadził się szóstego lutego. Jedyne, co przez te kilka dni do mnie odezwał się, to poinformował mnie, że się wyprowadza i że chce klucze do śmietnika, by móc wynieść swoje rzeczy. Tylko i aż tyle. Gdy zabierał swoje rzeczy nie powiedział nawet cześć. Być może dla tego, że zostawił kilka pierdół, by wrócić po nie kilka dni później. Krzątał się wtedy po domu i ani be, ani pocałuj mnie gdzieś. Na odchodne usłyszałem "Narazie", tak jakby miał zamiar jeszcze się ze mną spotkać. Przez cały czas, gdy dopakowywał swoje rzeczy nie spojrzał na mnie ani razu. Traktował mnie jak powietrze, jak najgorszego wroga. Zero uśmiechu i życzliwości. Po tym wszystkim, co wspólnie przeżyliśmy przez ostatnie trzy i pół roku, na odchodne dostałem "Narazie". Nie umiał być dla mnie miły nawet w smsach, które pisaliśmy do siebie przed tym, gdy miał do mnie przyjść po resztę swoich rzeczy. To co mi wtedy napisał utwierdziło mnie w tym, jak bardzo gardzi mną i jak wielki czuje ból, że śmiałem go tak potraktować mówiąc mu, że nie chce z nim dalej mieszkać. Zaoferowany swoją złością w ogóle nie zrozumiał moich intencji. 

Cóż, z przykrością muszę stwierdzić, że historia lubi się powtarzać. Podobnie było z Hubertem...

Robiąc ostatnio porządki pozbierałem resztę jego rzeczy. Pewnie wkrótce dam mu znać, żeby zabrał je ode mnie. W trakcie tych porządków stwierdziłem, że jego zdjęcia nadal będą obecne w pokoju na widoku. Przynajmniej na razie...

A co u mnie słychać poza sytuacją związaną z Mariuszem?

Po jego wyprowadzce wpadłem na pomysł kupna mieszkania. Ponad dwa tygodnie żyłem w nadziei, że uda mi się coś kupić na własność. Wszystkie możliwe plany upadały tak szybko, jak powstawały w głowie doradcy finansowego. Po ponad 10 latach pracy w tym kraju nie można nawet wypracować sobie zdolności kredytowej. Świadomość tego, że będę samotnym gejem do końca życia nie nastraja mnie optymistycznie. Zakładając, że będę jeszcze w stanie kiedyś kogoś pokochać, to zawsze zostanie niepewność, że ktoś, komu ufam, nie wystawi mnie tak jak Mariusz. 

Z dziadkiem jest coraz gorzej. Nie wstaje już z łóżka. W takich chwilach jestem za legalizacją eutanazji i mówię to zupełnie świadomie, bo wiem co przeżywa moja mama, która jako jedyna przejmuje się losem swojego ojca przepłacając to swoim zdrowiem psychicznym i atmosferą domową.

Iza jest już po operacji. Była dzielna. Wiedząc, co sam przeżywałem będąc w szpitalu, z niej mogę być dumny. Jest naprawdę kochana. Kochanych też ma rodziców, którzy są wstanie być przy niej za każdym razem, gdy jest taka potrzeba.

Byłem też w odwiedzinach u Gosi i Michała. Ich maleństwo jest na prawdę słodkie. Aż łezka kręci się w oku, jaki fajny szkrabek może przyjść na świat, gdy dwoje ludzi szczerze kocha się i ufając sobie w pełni oddają swoje życie rodzinnej atmosferze.

Nie najgorzej też jest u Karoliny i Pawła. Z różnymi nastrojami, ale dają radę i idą wspólnie do przodu. Trzymam za nich kciuki i dopinguję do dalszych poświęceń ku wspólnej przyszłości.

Uważny czytelnik zauważył zapewne ton tego wpisu. Tak, dokładnie, to jest ostatni mój wpis na tym blogu. Prawie siedem i pół roku spędziłem na spisywaniu w sieci swojego życia. Wiem, że świat jeszcze o mnie usłyszy. Jezioro nie pomyliło się ani razu, więc jestem pewien tego, co piszę. Nie można załamywać rąk wspominając przeszłość. Wszyscy jesteśmy jej częścią, ale należy iść przed siebie!

 

Tak na zakończenie - Mariusz - byłeś i jesteś najważniejszą osobą w moim życiu. Jestem prawdziwym szczęściarzem, że mogłem Cię poznać i choć przez chwilę być u Twojego boku. Dziękuję Ci za wszystkie miłe i mniej miłe chwile, które los nam zesłał.

 

poniedziałek, 05 marca 2012, grywa

Polecane wpisy